Związek Piłsudczyków Rzeczypospolitej Polskiej Okręg Pomorski w Gdyni - Geneza Bitwy Warszawskiej
Smaller Default Larger
  • jotp_101.jpg
  • jotp_102.jpg
  • jotp_103.jpg
  • jotp_104.jpg
  • jotp_105.jpg
  • jotp_106.jpg
  • jotp_107.jpg
  • jotp_108.jpg
  • jotp_109.jpg

 

GENEZA BITWY WARSZAWSKIEJ ROK 1920

mgr nauk humanistycznych Julian Aleksander Michaś

Józef Piłsudski, jak to mówił na posiedzeniu Rady Obrony Państwa 19 lipca, miał obmyślony zasadniczy plan stoczenia walnej bitwy. Już w rozkazie z 9 lipca było podkreślone, że po zakończeniu odwrotu i przegrupowaniu, wojska przejdą do kontrofensywy.

Ideą manewru Piłsudskiego było, po zatrzymaniu odwrotu, uderzenie polskim prawym skrzydłem na lewe skrzydło armii Tuchaczewskiego i ich rozbicie. Chodziło o czas, kiedy polskie dywizje zostaną dostatecznie wzmocnione i przegrupowane oraz wybór miejsca, skąd polskie uderzenie mogłoby nastąpić. Linią oporu wydawał się Bug, a odpowiednim miejscem dla koncentracji grupy uderzeniowej mógł być Brześć, trzymany przez grupę generała Sikorskiego.

  Lecz niespodziewanie Brześć padł 1 sierpnia, a wojska bolszewickie przekroczyły Bug, na którym nawet nie wysadzono mostu. W tych warunkach trzeba było szukać nowego rozwiązania nie zmieniając zasadniczego planu: uderzenia polskim prawym skrzydłem. Podczas objazdu frontu, w drodze powrotnej do Warszawy, 2 sierpnia Piłsudski zatrzymał się w Chełmie w lokalu bursy gimnazjum męskiego im. Stefana Czarnieckiego. Tam wpisał parę słów do księgi pamiątkowej: „Podczas ciężkich terminów, które przyszły na Rzeczpospolitą, Wdzięczny za gościnność i chwile spoczynku w tym domu zaznanych. J. Piłsudski.”

Po zatrzymaniu się w Lublinie, Piłsudski wieczorem 2 sierpnia przybył do Warszawy. Zastał ją w znacznie bardziej trwożnym nastroju, niż gdy z niej wyjeżdżał. Sytuacja wojenna też się pogorszyła. Narew była w posiadaniu nieprzyjaciela, Łomża padła 3 sierpnia. „Odczułem natychmiastowy nacisk na mnie całego wojennego otoczenia abym przystąpił do dania nowych decyzji, gdyż nasza stolica, Warszawa, jest zagrożona". Piłsudski sam wiedział, że nadszedł czas do podjęcia ostatecznej decyzji. W tym celu po powrocie z Chełma wyjechał na trzy dni do Anina by „w zupełnym osamotnieniu przeżuć tę wiadomość (upadku Brześcia – przyp. aut.), zrobić na nowo obrachunek sił własnych i nieprzyjacielskich oraz rozważyć możliwość rozegrania bitwy na przedpolu Wisły. Gdy Marszałek wrócił do Warszawy był innym człowiekiem. Nie znać na nim było wahań i zmęczenia...”, jak pisze w swojej relacji Wacław Jędrzejewski.

W międzyczasie, 4 sierpnia, odbyło się 13 posiedzenie Rady Obrony Państwa pod przewodnictwem Piłsudskiego. Posiedzenie otwarto o 17.30 i trwało do 21.30. Po powrocie z Baranowicz polskiej delegacji do rokowań, omawiano sprawę wysłania delegacji do Mińska. Podczas posiedzenia Piłsudski prawie głosu nie zabierał, podkreślił, że nie chce wypowiadać swego zdania. Przyjęto zasadę wysłania delegacji i treść noty do bolszewików.

5 sierpnia, po powrocie z Anina, Piłsudski spędził noc w Belwederze nad ostatecznym sprecyzowaniem planu polskiego uderzenia. Generalny zarys jego był ten sam, co poprzednio: uderzenie polskim prawym skrzydłem na lewe Tuchaczewskiego. Wybór miejsca na koncentrację też łatwo znalazł: rejon Dęblina w oparciu o Wisłę. Najtrudniejszą sprawą była decyzja, co do ilości sił, jakie należało skoncentrować w tym rejonie. „Z ciężarem tym najwięcej miałem do czynienia, gdym wieczorem 5 sierpnia i w nocy na 6, nie na jakiejś naradzie, lecz w samotnym pokoju w Belwederze, przepracowywał siebie samego dla wydobycia decyzji.”

W operacji Piłsudski, jak pisze, skazywał Warszawę z góry na rolę pasywną, na wytrzymanie nacisku, który szedł na nią. „A oprócz tego nad całą Warszawą wisiała zmora mędrkowania bezsilności i rozumkowania tchórzów. Jaskrawym tego dowodem była wysłana delegacja z błaganiem o pokój". Z pasywną rolą Warszawy Piłsudski nie chciał wiązać większej ilości wojsk, które potrzebne były do głównego uderzenia na prawym skrzydle. Lecz z drugiej strony obawiał się, czy Warszawa wytrzyma, bo zajęcie stolicy przez bolszewików miałoby duże konsekwencje polityczne. Czy więc zostawić w Warszawie i Modlinie dziesięć dywizji, prawie połowę sił polskich, skazanych na pasywność?

To było pytanie, odpowiedzi, na które szukał Piłsudski tej nocy. Sił do uderzenia widział w cofającej się 4 Armii i możności ściągnięcia oddziałów z południa. „Jedynymi zaś najjaśniejszymi plamami na moim horyzoncie był brak jazdy Budionnego na tyłach i bezsilność 12 Armii (sowieckiej – przyp. aut.), która po klęsce na Ukrainie podnieść się nie była w stanie".

Przy ustalaniu dowodzenia Piłsudski uważał, że najtrudniejsze zadanie wypadło na tego, kto mając słabość, musiał dać siłę i kto wbrew sensowi musiał mieć rozstrzygającą rolę. „Z góry zdecydowałem, że nie mogąc żądać od nikogo ze swych podwładnych, by ten nonsens brał na swoje plecy i z chwilą, gdy jako naczelny wódz nonsens w założeniu biorę, brać muszę też i wykonanie części najbardziej, nonsensownej. Dlatego też z góry zatrzymałem się na myśli, że grupą kontratakującą, bez względu, czy silniejszą, czy słabszą, dowodzić będę osobiście”.

W rezultacie 4 Armia (uderzeniowa) mogła posiadać tylko 5 dywizji, z tego 14, 16 i 21 własne, a 1 i 3 legionowe ściągnięte z południa. Gdy 6 sierpnia rano generał Rozwadowski, szef Sztabu Generalnego, zameldował się w Belwederze ze swoim projektem odwrotu 4 Armii i skoncentrowania jej do akcji zaczepnej w rejonie Garwolina, Piłsudski projekt ten odrzucił i po krótkiej dyskusji wybrano na miejsce koncentracji grupy uderzeniowej rejon przykryty rzeką Wieprzem z oparciem lewego skrzydła o Dęblin. Na podstawie tej decyzji został tegoż dnia napisany rozkaz do przegrupowania nr. 8358/III, dający podstawę do późniejszej Bitwy Warszawskiej. Nakazywał on przeniesienie Frontu Północno-Wschodniego na linię Wisły z jednoczesnym przyjęciem wielkiej bitwy pod Warszawą. „Oddziały nasze na pozycjach przyczółka Warszawy muszą odpierać wszelkie ataki nieprzyjaciela aż do czasu, kiedy koncentracja 4 Armii na południe od Wieprza będzie ukończona, tj. około 16 sierpnia"[1].

Doradca szefa sztabu, generał Weygand, który wysuwał swoje projekty działań, zgoła inne od Piłsudskiego, został zaraz powiadomiony o decyzji Naczelnego Wodza. W swej depeszy do Marszałka Focha z 7 sierpnia Weygand donosił, że ten plan operacji jest jedynie właściwy i że się na niego zgodził (depesze generała Weyganda do marsz. Focha w Instytucie Piłsudskiego w Nowym Jorku). Podział dowództw został ustalony w sposób następujący: Front Północny - generał Józef Haller z dwiema armiami: 5 (generał Władysław Sikorski) i 1 (generał Franciszek Latinik); Front Środkowy - Marszałek Józef Piłsudski z trzema armiami: 4 (generał Leonard Skierski), grupa uderzeniowa (generał Edward Rydz-Śmigły) i 3 (generał Zygmunt Zieliński). Front Południowy - generał Wacław Iwaszkiewicz.

W rozkazie z 6 sierpnia wymienione jest nazwisko generał Dowbor-Muśnickiego, jako dowódcy Frontu Południowego, zapewne za namową generał Weyganda. Jednak, jak to pisze gen. Weygand w swych wspomnieniach, generał Dowbor kategorycznie odmówił tej funkcji. Wówczas Piłsudski wyznaczył generał Iwaszkiewicza.

6 sierpnia Piłsudski przyjął w Belwederze delegację przedstawicieli Warszawy: Artura Śliwińskiego, przewodniczącego Rady Obrony Stolicy, Ignacego Balińskiego, prezesa Rady Miejskiej i Piotra Drzewieckiego, prezydenta miasta, którzy zdali sprawozdanie z dotychczasowej działalności Rady Obrony Stolicy. Jak donosiła prasa, Naczelnik Państwa wezwał do dalszych wysiłków, podkreślił konieczność utrzymania w mieście porządku i powagi, jakiej wymaga chwila, pochwalił tworzenie ochotniczych batalionów oraz stwierdził, że stolica będzie broniona do upadłego. Jednocześnie upoważnił delegatów, aby to oświadczenie podali do wiadomości publicznej.

Tegoż 6 sierpnia odbyło się 14 posiedzenie Rady Obrony Państwa, otwarte przez Piłsudskiego o godz. 17.20. Po przyjęciu szeregu rozporządzeń Rady Obrony Państwa, generał Rozwadowski przedstawił sytuację wojenną. Piłsudski oświadczył, że dziś powziął bardzo ważną decyzję „po konferencji z wojskowością naszą i ententową. Obecnie bardzo zależy od silnych nerwów stolicy. Uważa, że część rządu powinna być ewakuowana z Warszawy, a przede wszystkim Ministerstwo Spraw Zagranicznych”. Posiedzenie zakończono o 21.45. Akcja, silnie rozwinięta przez stronnictwa prawicowe w stosunku do Naczelnego Wodza, objęła również aliantów. Marszałek Foch otwarcie atakował Piłsudskiego, zarzucając mu trzymanie w swych rękach dwóch funkcji: Naczelnika Państwa i Naczelnego Wodza. Uważał, że naczelne dowództwo należy powierzyć odpowiedniemu polskiemu generałowi, który będzie działał stosownie do rad Ententy.

Podczas brytyjsko-francuskiej konferencji w Hythe w dniach 8-10 sierpnia, dyskutowano to zagadnienie. 9 sierpnia wysłano do Warszawy wspólną depeszę obiecując pomoc w razie, jeżeli bolszewicy podczas rokowań wysuną żądania zagrażające niepodległości Polski, ale pod szeregiem warunków, wśród których znajdował się punkt, żądający mianowania naczelnego wodza bez żadnej innej funkcji, który zgodzi się na pomoc alianckich oficerów.

Punkt ten był wymierzony specjalnie przeciwko Piłsudskiemu, który w tej trudnej sytuacji potrzebował czasu na zrealizowanie przewidzianej operacji. Szukając modus vivendi zgodził się na powierzenie generał Weygandowi stanowiska szefa Sztabu Generalnego, ale uczynił to 10 sierpnia nie bezpośrednio, lecz przez ks. Sapiehę, ministra spraw zagranicznych. Ostatecznie Weygand tej propozycji Rady Obrony Państwa nie przyjął.

9 sierpnia wieczorem Piłsudski przybył do kwatery gubernatora Warszawy, generała Franciszka Latinika i sprawdzał stan fortyfikacji przedmościa warszawskiego, które były przygotowywane przez generała Wroczyńskiego. Przebywał tam do północy, uważając stan robót za niezadowalający.

11 sierpnia odbyło się 15 posiedzenie Rady Obrony Państwa, otwarte o 16.45. Zatwierdzono skład delegacji do rokowań z bolszewikami w Mińsku i podstawy instrukcji dla niej. Przyjęto również, projekt rozporządzenia o ustanowieniu Krzyża Walecznych i polecono rządowi wnieść wniosek w sprawie wskrzeszenia orderu Orła Białego. Piłsudski prawie nie brał udziału w dyskusji. Posiedzenie zamknięto o 20.45.

12 sierpnia (czwartek) Piłsudski zdecydował wyjechać z Warszawy na front. Przed wyjazdem udał się do gmachu Prezydium Rady Ministrów, gdzie zaprosił Witosa, Daszyńskiego i Skulskiego. Jak sobie przypomina Witos, „Naczelny Wódz był mocno skupiony i poważny, i jak mi się zdawało, przybity, niepewny, wahający się i mocno zdenerwowany... W rozmowie był niesłychanie ostrożny, a dotykając spraw bieżących, stawiał raczej bardzo smutne horoskopy. Twierdził, że stawia na ostatnią kartę, nie mając żadnej pewności wygranej. W ciągu rozmowy wyjął z kieszeni niezapieczętowany list i odczytał go głosem ogromnie niewyraźnym i zmienionym. Na czterech kartkach małego formatu mieściła się dość obszernie umotywowana jego dymisja ze stanowiska Naczelnika Państwa“. W rzeczywistości Piłsudski zgłosił w tym liście dymisję nie tylko ze stanowiska Naczelnika Państwa, lecz i Naczelnego Wodza. Powody i przyczyny podał następujące:

Sytuacja, w której znalazła się Polska, wymaga wzmocnienia poczucia odpowiedzialności, co musi być rzeczą realną. Piłsudski, uważa, że jest odpowiedzialny zarówno za sławę i siły Polski w dobie poprzedniej, jak i za bezsiłę i upokorzenie teraźniejsze. Konsekwencją tego jest podanie się do dymisji. Był i jest stronnikiem wojny z bolszewikami do ostateczności i nie widzi żadnej gwarancji, aby umowy były przez nich dotrzymywane. Jest, więc obecnie w sprzeczności z samym sobą, gdyż jest zmuszony do stałych ustępstw w tej dziedzinie.

„Po prawdopodobnym zerwaniu rokowań pokojowych w Mińsku pozostaje nam atut w rezerwie - atut Ententy“. Lecz warunki, przez nią stawiane, są skierowane przeciwko funkcji państwowej, którą Piłsudski prawie dwa lata wypełnia. On sam, Rada Obrony Państwa, rząd czy Sejm mieliby do wyboru albo zostawić go na jednej z funkcji, albo usunąć go zupełnie. Piłsudski wybrał to drugie.

Czas do opublikowania tej dymisji Piłsudski pozostawia Witosowi, jako Prezesowi Rady Ministrów. Wówczas będzie oczekiwać rozkazu Rządu, co do zużytkowania jego sił „w tej czy innej pracy“. Dymisję tę Witos przechowywał u siebie, a po skończeniu wojny wezwał kpt. Kazimierza Świtalskiego i oddał list z poleceniem zwrócenia Piłsudskiemu, jako już nieaktualny. Piłsudski polecił włączyć go do zbioru swych listów.

12 sierpnia wieczorem przed samym wyjazdem do Puław, gdzie miało być miejsce postoju Naczelnego Wodza, Piłsudski udał się do gmachu Sztabu Generalnego, gdzie odbył długą rozmowę z generałami Rozwadowskim, Sosnkowskim i Weygandem. Przedstawił im ogólny rozkład sił polskich. Z ogólnej ilości 20 dywizji, które miały wziąć udział w decydujących walkach, 15, a więc 3/4, ma rolę pasywną (10 1/2 dyw. w Warszawie i prawie 5 w 5 Armii), a zaledwie 1/4, czyli 5 i pół dywizji, (z których jedna jest opóźniona w ruchu) ma rolę aktywną. Do tego Warszawa ma ogromną artylerię i lotnictwo, co ra­zem powinno powstrzymać atak nieprzyjaciela. Wojska, skoncentro­wane do kontrataku, muszą mieć pewien czas dla odpoczynku i wchłonięcia uzupełnień. Poza tym Piłsudski musi mieć czas na ich obejrzenie. Przypuszcza, że po dwóch dniach ofensywy będzie tak blisko od atakowanej Warszawy, że wspólna praca z jej wojskami będzie możliwa. Wtedy byłoby pożądane, aby południowy odcinek obsady warszawskiej wraz z czołgami rozpoczął natarcie wzdłuż szosy Mińsk Mazowiecki - Brześć.

Dalej Piłsudski wskazywał na groźne niebezpieczeństwo na południu, gdzie, po wyciągnięciu stamtąd 1 i 3 Dywizji Legionowych, otwartą została niejako brama wypadowa dla Budionnego. Żegnając się z generał Weygandem powiedział: Alea jacta est. Piłsudski prosił generał Sosnkowskiego przy pożegnaniu by starał się zaprowadzić porządek przez usunięcie różnych drobnych grup i grupek wojskowych i by „starał się być dalej tym duchem opiekuńczym w stosunku do wiecznie kłócących się i prowadzących spór generałów, zmniejszając we wszelki możliwy sposób tę anarchię dowodzenia, której się obawiałem“. Piłsudski, jadąc samochodem razem z Prystorem nocą do Puław, nałożył sporo drogi by odwiedzić panią Olę i córki znajdujące się wówczas pod Krakowem. „Gdy żegnał się z nami - pisze Aleksandra Piłsudska - był zmęczony i posępny. Ciężar olbrzymiej odpowiedzialności za losy kraju przygniatał go i sprawiał mękę. Pożegnał się z dziećmi i ze mną tak, jak gdyby szedł na śmierć. Niecierpliwiła go moja absolutna pewność, że bitwa skończy się naszym zwycięstwem, a jemu nic się nie stanie... Rezultat każdej wojny, powiedział do mnie mąż przed rozstaniem - jest niepewny, aż do jej skończenia. Wszystko jest w ręku Boga“.

13 sierpnia Piłsudski przybył do Puław i niezwłocznie rozpoczął objazd oddziałów, mających wziąć udział w głównym uderzeniu. Wiedział dobrze, jak wielki wpływ miał na żołnierzy przy bezpośrednim z nimi zetknięciu. Teraz, w przededniu decydującej bitwy, chciał to wykorzystać i pobudzić moralnie wojsko do działań, od których zależał los Polski. Generał Weygand ujął to trafnie w swych wspomnieniach: „W ciągu trzech dni, które Marszałek Piłsudski spędził wśród wojsk 4 Armii zelektryzował je; przelał z własnej duszy w duszę walczących ufność i wolę pokonania wszelkich przeszkód. Nikt poza nim nie mógłby tego dokonać. Pod żadnym innym dowódcą wojsko polskie nie dokonałoby z tym uniesieniem zażartym tej ofensywy, która miała doprowadzić je w ciągu kilku dni aż do niemieckiej granicy, przedzierając z boku i rozwalając siły czterech armii sowieckich, które dopiero, co miały się za zwycięzców“. 13 Sierpnia rozpoczęło się uderzenie Tuchaczewskiego na War­szawę.

14 sierpnia (sobota) bolszewicy zajęli Radzymin, leżący około 15 km od Warszawy, z którego już było widać wieżę soboru prawosławnego na placu Saskim. Tego i następnych dni walczono krwawo pod Radzyminem (1 Armia) i nad rzeką Wkrą (5 Armia generała Sikorskiego). W Warszawie zarządzono ewakuację do Poznania niektórych urzędów i poselstw zagranicznych. Z posłów pozostali w mieście poseł włoski Tommasini, nuncjusz Ratti i sir Horace Rumbold, poseł Wielkiej Brytanii uważając, iż dopóki rząd polski nie opuści stolicy, winni pozostać przy rządzie. Zostali także chargés d'affaires amerykański i duński. Misja aliancka wyjechała, lecz generał Weygand pozostał przy Sztabie Generalnym[2].

W Puławach, po zapoznaniu się z oddziałami, Piłsudski skonstatował, że stan moralny wszystkich czterech zebranych dywizji nie był tak zły, jak poprzednio przypuszczał. Natomiast w innej dziedzinie zauważył wielkie braki. Armia polska nie była wówczas uzbrojona jednolicie, poszczególne dywizje posiadały broń niemiecką, austriacką lub francuską. Okazało się, że uzupełnienia były zadyrygowane niewłaściwie: bataliony z bronią francuską trafiały do dywizji, uzbrojonych w mauzery niemieckie lub manlichery austriackie. Rozplątanie tego chaosu wymagało czasu. Okazał się także brak wyekwipowania i umundurowania. „Takich dziadów, jak ich nazywałem, dotąd w ciągu całej wojny nie widziałem - pisze Piłsudski. W 21 Dywizji prawie połowa ludzi defilowała przede mną w Firleju - boso“.

Trwożliwe depesze z Warszawy zaczęły napływać do Piłsudskiego, co zdecydowało o przyspieszeniu o jeden dzień głównego natarcia.

15 sierpnia (niedziela) zakończywszy inspekcję oddziałów Piłsudski napisał z Puław 15 sierpnia o 15.10 list do generał Rozwadowskiego. Zaczął słowami: „Kochany Gienerale“ i pisze, że objechał cały front 4 Armii i część 3. „Po dłuższym namyśle zdecydowałem zacząć stąd o świcie... Sam siedzę na karku 14 Dywizji, którą liczę, że tegoż dnia awangardami dopędzę minimum do Garwolina, a może do Pilawy. W ogóle chcę czwartej Armii i Pierwszej Legionowej (dywizji – przyp. aut.) nadać od początku taką samą szybkość i takie szalone tempo, takie, jakie kiedyś użyłem przy ukraińskiej ofensywie. Jeżeli mi się to uda, a wysiłków nie poskąpię to natychmiast wprowadzam całą armię w trans w tym kierunku. I te moje obliczenia okażą się słusznymi“[3]. Tegoż dnia, 15 sierpnia wyszedł z Puław do oddziałów Frontu Środkowego rozkaz operacyjny do bitwy warszawskiej, podpisany przez Piłsudskiego. Sytuację bolszewicką Naczelny Wódz podaje w następujących słowach:

„Ugrupowanie nieprzyjaciela jest bardzo silne na północy (kierunek na Warszawę), zupełnie słabe w centrum, niezbyt silne na południu. Ugrupowanie własne, mające na celu przyjęcie nieprzyjaciela napierającego na Warszawę, oraz przeprowadzenie kontrofensywy od południa na skrzydła i tyły operujących pod Warszawą sił nieprzyjacielskich, jest na ogół ukończone“. Potem Piłsudski podaje: „Obejmuję bezpośrednie kierownictwo nad kontrofensywą“. Dając dyrektywy do działań poszczególnych oddziałów podaje, iż atak ma się zacząć 16 sierpnia o świcie. „Ja będę znajdował się 16 sierpnia na skrzyżowaniu szos Dęblin - Kock i Warszawa - Lublin. Zwracam uwagę na bezwzględną koniecz­ność przeprowadzenia całej operacji w nakazanych rozmiarach. Wzgląd na zmęczenie ludzi i na straty nie może tutaj odgrywać roli. Wszystkie wojska zrozumieć muszą, że bitwa ta rozstrzyga losy wojny i kraju i że dać może pożądane rezultaty tylko przy najwyższym wysiłku sił i woli każdego poszczególnego żołnierza i oficera“.

16 sierpnia (poniedziałek) rozpoczęło się kontruderzenie z nad Wieprza. Piłsudski cały dzień spędził w samochodzie, głównie, jak zapowiedział w liście do generał Rozwadowskiego, „na karku“ 14 Dyw. Piech., która swobodnie minęła Garwolin i weszła w obręb działania 16 Armii bolszewickiej, atakującej Warszawę. Inne polskie dywizje przeszły tego dnia po przeszło trzydzieści kilometrów ku północy. Prasa warszawska podała, iż Naczelny Wódz osobiście kieruje kontrofensywą armii Frontu Środkowego. 14 Dyw. Piech. osiąga Garwolin i osacza wojska rosyjskie, które pod Maciejowicami usiłowały przeprawić się przez Wisłę.

17 sierpnia (wtorek) dywizje atakujące szybko szły dalej, prawie nie napotykając nieprzyjaciela. Piłsudski znów był cały dzień w samochodzie, teraz raczej na prawym skrzydle armii. Po południu zastał w Łukowie sztab 21 Dywizji Górskiej. Kazał jej prowadzić dalej natarcie na Siedlce. Pod wieczór wracał szosą od Łukowa do Garwolina, gdzie przyjechał wieczorem. „Pijąc herbatę obok przygotowa­nego do snu łóżka, zerwałem się na równe nogi, gdym wreszcie usłyszał odgłos życia, odgłos realności, głuchy grzmot armat, dolatujący gdzieś z północy. Więc nieprzyjaciel jest! Więc nie jest on jakąś ułudą...” To biła się 14 . Dyw. Piech. w okolicach Kołbieli.

18 sierpnia (środa) Piłsudski udał się do Kołbieli, gdzie zastał tyły dywizji, która szła do Mińska Mazowieckiego. O walce świadczyły armaty bolszewickie, pozostawione w polu, liczne trupy ludzi i koni. W Mińsku Piłsudski zastał 14. Dyw. Piech. wraz z 15 p. ułanów. Z obsady Warszawy 15 Dyw. Piech. uderzyła, zgodnie z rozkazem Piłsudskie­go wzdłuż szosy Warszawa - Mińsk i stanęła w Dębach Wielkich. Gdy Piłsudski tam przybył, skierował ją na północ do forsowania Bugu, nad którym spodziewał się napotkać opór bolszewików. Sam zaś udał się do Warszawy, by nakazać zorganizowanie ogólnego uderzenia.

Piłsudski był przekonany, że nieprzyjaciel będzie musiał się cofać, lecz w Warszawie ciągle obawiano się o polskie lewe skrzydło, gdzie bolszewicy stale posuwali się naprzód. 18 sierpnia rozkaz Naczelnego Wodza postawił przed armiami nowe cele operacyjne. 3 Armia miała osłaniać Lubelszczyznę i Chełmszczyznę, 2 Armia prowadzić wytężony pościg w kierunku północnym dla zajęcia Białegostoku, zabezpieczywszy się od wschodu przez obsadzenie Brześcia. 4 Armia - wytężony pościg na północ, sforsowanie Bugu na odcinku Brok - Granne i odrzucenie nieprzyjaciela ku granicy niemieckiej. 1 Armia ma prowadzić pościg frontowy wzdłuż osi Warszawa - Wyszków - Ostrów - Łomża. 5 Armia ma zlikwidować III Konny Korpus bolszewicki i resztki oddziałów 15 Armii, które będą odcięte przez ruch 5 Armii ku północy na Przasnysz - Mławę. Podczas rozmów tego dnia w gmachu Sztabu Generalnego miało miejsce zajście między Piłsudskim a generałem Weygandem. Piłsudski pamiętał niedawne starania aliantów postawienia Weyganda ponad nim. Teraz, w obliczu zarysowującego się wyraźnie zwycięstwa.

Piłsudski podczas konferencji z polskimi generałami zignorował obecność Weyganda, rozmawiając w jego obecności po polsku. Weygand wyszedł z pokoju. Potem Piłsudski rozmawiał z nim o wszystkim, lecz nie o bitwie. Obrażony Weygand zażądał za pośrednictwem Rozwadowskiego satysfakcji grożąc, że opuści Polskę. Ostatecznie Piłsudski zaprosił Weyganda na obiad do swej kwatery polowej w Siedlcach, co trochę załagodziło stosunki, lecz rola Weyganda, jako doradcy szefa Sztabu Generalnego była właściwie skończona.

18 sierpnia  Piłsudski, jako Naczelnik Państwa wydał odezwę do ludu polskiego, wzywając do walki z pierzchającym wrogiem. „Niech żywa noga najezdnika nie wyjdzie z polskiej ziemi. Za poległych w obronie ojczyzny ojców i braci, za zniszczone zbiory, za zrabowane zagrody, niech karzące twoje pięści, uzbrojone w widły, kosy i cepy, spadną na karki bolszewików. Wziętych żywcem odstawiajcie w ręce władz najbliższych wojskowych lub cywilnych“.

Tego dnia po południu odbyło się 16 posiedzenie Rady Obrony Państwa w pałacu Namiestnikowskim z udziałem Piłsudskiego. Posiedzenie otwarto o 17.20, zamknięto o 21.45. Po przyjęciu szeregu rozporządzeń, Piłsudski przedstawił sytuację wojskową, która znacznie się poprawiła. Szczegółowo omawiał zachowanie się bolszewików na terenie Polski, gdzie wywozili zboże, zabierali bydło i na ludność nakładali wielkie ciężary. Omawiano braki w zaopatrzeniu armii.

W nocy z 20 na 21 sierpnia Piłsudski przybył do Siedlec gdzie się znajdowała kwatera połowa Naczelnego Wodza. Napisał długi list do generała Rozwadowskiego z elementami do reorganizacji frontu. Uważał, że już można części wojsk z okolic Warszawy odtransportować czę­ściowo na wschód dla sformowania „nowego naturalnego frontu obróconego nie na północ, jak dotychczas, lecz ku wschodowi.“ Specjalnie polecił jak najspieszniej wyciągnąć 41 suwalski pułk piechoty i 19 Dyw. Piech. (zwaną 1 Litewsko-Białoruską) by później „wysłać do rodzinnego zakątka dla oswobodzenia go od najazdu sowiecko-litewskiego“. Były to u Piłsudskiego pierwsze zamysły bitwy nad Niemnem i późniejszej akcji generał Żeligowskiego na Wilno.

W ogólnym marszu polskich armii spod Warszawy 1 Armia (generał Józefa Hallera) miała utrzymać kierunek północno-wschodni wzdłuż osi Wyszków - Łomża. Tymczasem armia ta zbędnie zaangażowała się w kierunku zachodnim, przekroczyła niepotrzebnie Narew ku zachodowi, co potem musiano naprawić przez nowy manewr przejścia raz jeszcze tej rzeki na jej wschodni brzeg i marsz na północ. Jak pisze Piłsudski „dziwaczny ten i nonsensowny rozkaz, który niemało się przyczynił do zmniejszenia klęski armii sowieckiej pod Warszawą, wywołał z mojej strony silny sprzeciw”.

„W stosunku do generał Józefa Hallera – jak relacjonuje Wacław Jędrzejewski - sprawa ta miała swe konsekwencje po paru latach. Gdy Marszałek Piłsudski przygotowywał wnioski na odznaczenia orderem Virtuti Militari II klasy dowódców armii, pisał je własnoręcznie na blankietach Kapituły, szeroko uzasadniając. Akta Kapituły miałem w ręku w Bukareszcie w październiku 1939 r., gdy pomagałem w ewakuacji papierów i osobistych pamiątek Marszałka do Francji (mundur, buława, szable, listy osobiste itp.). Najważniejsze dokumenty archiwum Kapituły Virtuti Militari odwiozłem osobiście do Londynu i wręczyłem marszałkowej Piłsudskiej, która potem przekazała je do gabinetu generał Sikorskiego, Naczelnego Wodza, gdzie, jak się wydaje, zaginęły. Przeglądając wnioski Piłsudskiego na II klasę dla generałów Szeptyckiego, Sikorskiego (bardzo pięknie napisany), Sosnkowskiego, Żeligowskiego, Iwaszkiewicza, Stanisława Hallera i innych, znalazłem również wniosek, podpisany przez paru generałów na odznaczenie orderem II klasy generał Józefa Hallera. Marszałek Piłsudski bardzo ostro sprzeciwił się temu, szeroko omawiając nieodpowiednie dowodzenie generał Hallera I Armią w końcowej fazie bitwy warszawskiej i odmówił przyznania mu II klasy. Tak, że generał Haller pozostał przy dawniej otrzymanym orderze V.M. V klasy.”

W okresie od 19 do 25 sierpnia miało miejsce drugie powstanie na Górnym Śląsku pod dowództwem Alfonsa Zgrzebnioka. Podczas parodniowego pobytu w Siedlcach Piłsudski przyjął tam obiadem prezydenta ministrów Witosa i Macieja Rataja, przedstawiając im pomyślną sytuację wojskową. Witos zanotował: „W usposobieniu Piłsudskiego zauważyłem dużą zmianę od czasu jego wyjazdu z Warszawy. Minęła widać depresja i przygnębienie, wróciła mu pewność siebie, która się ujawniła w traktowaniu nas z pewną wyniosłością.”

W swej działalności dowódczej miewał Piłsudski wiele kłopotów ze swymi oficerami. 22 sierpnia pisze z Siedlec list do płk. Józefa Rybaka, szefa sztabu 4 Armii, której dowódcą był generał Sikorski. Pisze, że ma o nim (Rybaku) bardzo dobrą opinię, jako o szefie sztabu i bardzo złą, jako o oficerze sztabu generalnego w stosunku do Piłsudskiego, jako swego przełożonego. Chodziło o to, że płk Rybak nie przysłał mu meldunków sytuacyjnych, tylko rozkazy operacyjne. „Gdyby nie dawna znajomość z Panem i słabość pewną i sympatię, którą czuję do Pana... (chodzi o współpracę kpt. Rybaka w Krakowie ze Strzelcem w latach 1912-14 – przyp. aut.) otrzymałby Pan rozkaz opuszczenia armii, którą ja dowodzę z notatką, że Pan nie nadaje się do służby sztabu generalnego tak jak ja, Naczelny Wódz, ją rozumiem... Cierpliwość moja już jest na ukończeniu“. Poleca Rybakowi przesyłać meldunki sytuacyjne, co trzy godziny przez całą dobę. Kończy list wyrazami przyjaźni, „którą pomimo tego listu do Pana czuję.“

22 sierpnia polska 15 Dyw. Piech. zdobyła Łomżę, a następnego dnia przybył tam Piłsudski. Tu wydał nowe dyrektywy dla dalszych operacji. Front nienaturalny ku północy zamienił na „prosty i naturalny - wschodni“. Tu także dowiedziawszy się o wyjeździe z Polski generał Weyganda, wysłał 25 sierpnia depeszę do generał Rozwadowskiego polecającą mu pożegnanie generał Weyganda w imieniu Piłsudskiego i wręczenie mu orderu Virtuti Militari V klasy.

W odpowiedzi na to Weygand przesłał Piłsudskiemu tegoż dnia odręcznie napisany list, w którym dziękuje za wysokie odznaczenie. „Z dumą będę nosił krzyż Virtuti Militari. Odznaczenie to byłoby dla mnie jeszcze cenniejsze, gdyby okoliczności pozwoliły mi otrzymać je z rąk własnych Wodza, którego dowództwo dało wojskom zwycięstwo“[4].

Generał Weygand opuścił Warszawę 25 sierpnia po miesięcznym po­bycie w Polsce. 25 sierpnia oddziały polskie doszły do granicy Prus Wschodnich. Część armii Tuchaczewskiego wycofywała się ku Grodnu, Wołkowyskowi i Prużanie. Reszta została zmuszona przejść granicę Prus Wschodnich, gdzie została rozbrojona, choć potem Niemcy przepuszczali żołnierzy bolszewickich przez Litwę do Rosji.

Bitwa warszawska zakończyła się wielkim zwycięstwem.

26 sierpnia Piłsudski udzielił wywiadu korespondentowi „Kuriera Porannego“. W wywiadzie tym Piłsudski mówił o nienaturalnym froncie wojsk polskich, obróconym raczej ku Prusom Wschodnim, a tyłem lub bokiem w stronę Rosji. Teraz należy go sprowadzić do stanu właściwego, twarzą ku wschodowi. Straty bolszewickie Piłsudski oblicza w przybliżeniu jak następuje: „bolszewicy zgromadzili na naszym froncie 250.000 ludzi. Jeńców wzięliśmy do 80.000, około 25.000 nieprzyjaciel stracił w zabitych i rannych, razem ubędzie z jego szeregów około 100.000 żołnierzy”.

Co do dalszej akcji Piłsudski zaznaczył, że „nasi przyjaciele chcą, byśmy stanęli na wschodzie w postawie czysto defensywnej“ (aluzja do linii 8 grudnia 1919 r., zwanej linią Curzona, którą Grabski przyjął podczas konferencji w Spa) Piłsudski uważał to za absurd - „Są dwa rozwiązania: iść przed siebie aż do zupełnego rozbicia wroga albo stanąć na iluzorycznej granicy wschodniej i czym prędzej zawrzeć pokój. Społeczeństwo musi powziąć decyzję“. Mówiąc o Żydach Piłsudski powiedział, że nie wszędzie zachowali się oni źle. „W Łomży i Mazowiecku dzielny stawiali opór bolszewikom. W Mazowiecku najeźdźcy rozstrzelali kilku“. Natomiast w innych miejscowościach miały miejsce liczne, czasem nawet masowe zdrady ze strony Żydów.

Odnośnie strat bolszewickich, cyfry podane przez Piłsudskiego jeszcze w czasie operacji, należy skorygować według obliczeń późniejszych. Wyniosły one 66.000 w jeńcach, 231 dział, 1.023 karabinów maszynowych, ogromne ilości broni ręcznej, amunicji, koni, taboru. Rannych i zabitych około 25.000.

27 sierpnia odbyło się w Belwederze 18 posiedzenie Rady Obrony Państwa (na 17-ym posiedzeniu 25 sierpnia Piłsudski był nieobecny). Posiedzenie otwarto o 18.30, zakończono o 23.45 w nocy. Omawiano zagadnienie, do jakiej linii ma wojsko dojść. Piłsudski prosił o decyzję polityczną czy przekraczać linię Curzona. Także niejasna była sprawa Suwalszczyzny, zajętej przez Litwinów. „Linia Curzona jest pod względem wojskowym nonsensem w tej sytuacji, w jakiej się znajdujemy. Ale jest to linia, którą pod względem politycznym świat nam przyznał. Jeśli ją przekroczymy, wchodzimy w konflikt ze światem. Co do Litwy to nie możemy iść naprzód nie zaczepiając jej”. Po dyskusji, Rada Obrony Państwa oświadczyła się jednomyślnie za możliwością przekroczenia linii Curzona, usunięciem Litwinów z polskiej Suwalszczyzny i za zajmowaniem terenów przekazanych przez bolszewików Litwinom (w umowie litewsko-sowieckiej z 12 lipca 1920 r. – przyp. aut.). Przyjęto dyrektywę dla delegacji pokojowej, co do linii rozejmowej (okopy niemieckie, Horyń, Zbrucz) i przeniesienie rokowań z Mińska do Rygi[5].

Omawiano także rolę generała Weyganda. Piłsudski stwierdził, że opierał się bardzo silnie planowi francuskiemu cofnięcia się na San by oswobodzić siły na południu. Plan generał Rozwadowskiego polegał na skoncentrowaniu armii blisko Warszawy i uderzenie flankowe na bolszewików. W planie tym Piłsudski porobił zmiany i wprowadzono go w czyn. Uważa, że udział Weyganda był bardzo cenny.

Tegoż 27 sierpnia RADA OBRONY PAŃSTWA uchwaliła odezwę do Wojska o zwycięstwie, podpisaną przez Piłsudskiego, Witosa i Trąmpczyńskiego. Wyrażała ona najwyższe uznanie i serdeczną podziękę żołnierzom. „Historia Polski, historia Europy zapisze czyn Wasz złotymi głoskami, a ojczyzna w dalekie pokolenia wdzięczna Wam będzie“.

Materiał oparty na Kronice życia Józefa Piłsudskiego t. II - 1920-1935 Wacława Jędrzejewicza wydanej przez Polską Fundację Kulturalną - Londyn 1977 r.

 

 [1] AGND, teka I generał Rozwadowskiego w Instytucie Piłsudskiego w Nowym Jorku.

[2]D’Abernon: The 18th decisive battle... 78; F. Tommasini: Odrodzenie Polski, 27-8.

[3] Oryginał listu w AGND w Instytucie Piłsudskiego w Nowym Jorku, akta generała Rozwadowskiego.

[4] Oryginał - w aktach AGND, teka generał Rozwadowskiego w Instytucie Piłsudskiego w Nowymi Jorku.

[5] W. Jędrzejewicz, Kronika życia Józefa Piłsudskiego t. II, 1920-1935, wyd. Polska Fundacja KulturalnaLondyn 1977. 

2115229
DzisiajDzisiaj99
TydzieńTydzień1285
Statistik created: 2021-05-08T05:27:23+02:00
3Dot236Dot222Dot124
US
UNITED STATES
US

My dwa Józki Ty i Ja,
Ciebie cała Polska zna,
a mnie nie zna jeszcze nikt,
bo ja jestem mały smyk.
Ciebie kocha kraj nasz cały,
mnie mamusia bo ja mały.
Ale gdy dorosnę będę duży,
pójdę wtedy Marszałkowi
wiernie służyć.

jam©copyright

get.png

Odwiedza nas 28 gości oraz 0 użytkowników.

 

 OKRĘGOWE PRZEDSIĘBIORSTWO ENERGETYKI CIEPLNEJ Spółka z o.o. .  Klub Rotary Gdynia Energopol - Szczecin S.A  Hydromega - Hydraulika Siłowa
 Bank Zachodni WBK - Grupa Santander Remontowa Holding S.A. Zarząd Morskiego Portu Gdynia S.A.  Skorpion Ochrona w Gdyni
       
 

Regon 004588272 | Krs 0000308552 | Nip 958-162-61-24 | Nr konta 98 1600 1114 1882 8775 6000 0001

 Administrator strony mgr Julian Aleksander Michaś - sekretarz Okręgu Pomorskiego Związku Piłsudczyków RP w Gdyni